Witam szanowne grono.
Dopadł i mnie problem z kucającym tyłem.
Kiedyś raz auto opadło dosyć mocno ale normalnie dźwignęło się do góry. Potem przez pare miesięcy było w miarę OK.
Teraz jak temp. zrobiła się trochę niższa to tył opadł jakieś 2cm niżej niż normalnie stał i nawet po odpaleniu nie chce go dopompować - max. wysokość 66cm od ziemi do nadkola (kola 245/45 R17) - wcześniej podnosił sie do 68cm.
Po obciążeniu tyłu widać jak na chwilę auto opadnie a potem kompresor go podniesie do 65,5-66cm. Po wyjęciu balastu widać jak tył opada i potem się poziomuje na te 65.5-66cm.
Wszedłem pod spód, spryskałem blok zaworowy w miejscu gdzie wchodzą wężyki - wycieku nie widać. Na nyplach przy poduszkach wycieku nie widać.
I teraz pytanie - wiem, że trochę wróżenie z wusów - co moze być głównym podejrzanym?
Czy miechy puszczają i kompresor nie ma siły ich dodmuchać (kompresor chodzi jakieś 15-20s i się wyłącza)?
Czy winny jest może czujnik poziomowania (jest jeden czy dwa - ja znalazłem dwa czujniki lewa/prawa strona, które są połączone z wahaczami, ale może te są od świateł?)
Czy zajechany jest kompresor i nie ma siły dać takiego ciśnienia jak trzeba?
Czy może walnięty jest jednak blok zaworowy?
Może jest ktoś z okolic Biskupca 11-300, kto posiada komputer i wiedzę, i miałby chęć pomóc zdiagnozować i wyeliminować to co da się takim komputerem sprawdzić?
Nie chciałbym wymieniać wszystkiego po kolei ale niezależny serwis MB swoje krzyknie i np. jeśli padły miechy to wymieni na Arnotty - za te pieniądze wsadzę Limaki i jeszcze zostanie w razie czego na kompresor i blok zaworowy itd.
Będę wdzięczny za wszelkie sugestie.